Wywiad z Viktorią Mori – nieustraszoną pływaczką z Argentyny

Viktoria mieszka w San Lorenzo nad rzeka Paraną. Parana jest drugą
po Amazonce, najdłuższą rzeką Ameryki Południowej. Jej źródła znajdują się w Brazylii, płynie przez 4880 km, by w końcu połączyć się z rzeką Urugwaj i stworzyć potężne estuarium La Plata, uchodzące do Atlantyku. Viktoria obecnie przebywa i trenuje w Pradze. Reprezentuje barwy klubu I PKO Praha, demoluje całą stawkę zawodników i zawodniczek pływających w pucharze Czech w zimowym pływaniu. Na basenie dołączyła do treningów klubu Bohemians. Tak się składa, że nasz klub Silesia Winter Swimming, startując w Czechach użycza swoich zawodników i zawodniczek klubowi z Pragi. Viktoria jest zatem naszą
klubową koleżanką.

Nasz śląski Klub organizuje w styczniu historycznie pierwszy puchar świata w zimowym pływaniu. W styczniu 2017 odbędą się więc dwie duże imprezy, na których wystąpi Viktoria Mori: mistrzostwa świata w Niemczech i Puchar Świata u nas. Oto zapis przeprowadzonej niedawno rozmowy z naszą koleżanką:

Leszek Naziemiec: Jak się znalazłaś w Czechach, jakie masz plany w Europie?
Viktoria Mori: Główny powód, to starty w zawodach i trening. Niedługo w Argentynie rozpocznie się lato, a chciałam więcej razy startować w zawodach zimowego pływania, żeby być dobrze przygotowaną do mistrzostw świata , które mają odbyć się w styczniu. Zdecydowałam się na przeprowadzkę do Czech, gdzie mam takie zawody każdej soboty.
L.N.: Czy to normalna sprawa – trenowanie zimowego pływania w Argentynie?
V.M.: Nie za bardzo, ludzie myślą, że zimna woda jest niebezpieczna, więc jest niewielu pływaków, którzy to robią. Ale myślę, że w tym roku ten sport trochę się jednak rozwinął. Zostałam zaproszona na parę zawodów, pływało nas około 50 osób, więc uważam, że jest to dobry początek.
L.N.: Jakie były Twoje początki?
V.M.: Zaczęłam pływać z powodu facebooka! W zeszłym roku zobaczyłam zimowe pływanie na tablicy kolegi. Pomyślałam, że to jest szalony pomysł, ale po dwóch tygodniach kolega zorganizował zawody w Mendozie. Bardzo mnie to zaciekawiło, szczególnie jak ludzie będą pływać w takich chorych temperaturach – poniżej 5°C. Zdecydowałam, że wezmę w tym udział, tym razem jednak w neoprenie. Trenowałam tylko jeden tydzień, weszłam dwa razy do zimnej
wody i pojechałam do Potrerllilos, gdzie miały być zawody. Podróż zajęła mi wtedy 12 godzin w jedną stronę. Przepłynęłam 500m, wygrałam wyścig i pokochałam to doświadczenie. Po tym wszystkim jeden z pływaków, Sergio Salamone, przekonał mnie, żebym zaczęła startować w międzynarodowych zawodach. Znalazł mi sponsorów i w 2016 roku przyjechałam do Czech,
gdzie rozpoczęłam moją karierę zimowego pływaka tutaj w Hradcu Kralové.
L.N.: Czy można w ogóle trenować zimowe pływanie w Argentynie?
V.M.: Tak, ale nie w każdym miejscu. Najlepsze miejsca znajdują się na południu kraju, należą do nich Santa Cruz, Chubút, Rio Negro. W miejscach, w których są najniższe temperatury w roku, w porównaniu z innymi prowincjami Argentyny.
L.N.: Czy pływanie na wodach otwartych jest popularne w Twoim kraju?
V.M.: Myślę, że tak. Mnóstwo ludzi trenuje tutaj na wodach otwartych. Część, żeby startować w zawodach, część hobbystycznie, dla zdrowia. Może jest tak dlatego, że mamy wiele długich i wielkich rzek i jezior. Poza tym jest gorąco przez większą część roku, co stwarza idealne warunki do treningu.
L.N.: Jakie są Twoje największe pływackie osiągnięcia?
V.M.: W zimowym pływaniu muszę wymienić dwa I-wsze miejsca, które zdobyłam na mistrzostwach świata w Tiumenie w Rosji (450m i 200m stylem dowolnym) w tym roku. (Nasza organizacja IISA uznaje tytuły mistrza świata tylko na dystansie 1km – przyp. L.N.). Było to dla mnie zaskoczeniem, ponieważ pływałam pierwszy raz w wodzie o tepmeraturze 0°C. Na długim dystansie w wodach otwartych zdobyłam V miejsce na 32 km w wyścigu Grand Prix FINA w Lac St. Jean w kanadyjskim Quebecu w zeszłymz roku. Dopisałam to do listy dużych osiągnięć, ponieważ pogoda przez całe 9 godzin wyścigu była naprawdę bardzo zła, a fale miały wysokość od 1,5 do 2m. Po wszystkich wyścigach Grand Prix (między innymi 30 km w jeziorze Ohrid, 36 km Capri – Neapol) zostałam sklasyfikowana w maratońskim rankingu FINA Grand Prix na 8 miejscu. W tym roku udało mi się ten wynik poprawić i jestem teraz piąta w tym rankingu na świecie.
L.N.: Opowiedz, proszę, trochę o Twoim normalnym treningu. Ile pływasz na basenie? Ile na wodach otwartych?
V.M.: W Argentynie 99% treningu odbywa się na basenie, 5 godzin dziennie (2,5 godz. jedna sesja), od poniedziałku do piątku i jedna sesja w sobotę rano, jeśli nie mam zawodów. Treningi na wodach otwartych mogą być w sobotę i niedzielę, jeżeli pogoda jest dobra i jeśli zbliżają się zawody na wodach otwartych.
L.N.: Trenujesz na lądzie? Jeśli tak, co robisz? Jakie techniczne ćwiczenia robisz w wodzie? Daj jakiś przykład.
V.M.: Niedawno miałam kontuzję barku i teraz staram się przy ćwiczeniach skupiać na obszarach z którymi miałam problem. Ćwiczę z ciężarkiem – robię ruch kraulowy, taki jak w fazie wypoczynku ramienia, skupiam się wtedy nad dobrą techniką. Potem robię to samo, ale koncentruję się na fazie odepchnięcia. Następnie ćwiczę z gumami i jeszcze ćwiczę stabilizację tułowia, używając piłki do fitnessu. Wykonuję ćwiczenia techniki w wodzie – to na prawdę ważne przy wyścigach na długim dystansie. Błąd, który powtarzasz przez bardzo długi czas może spowodować poważną kontuzję, z reguły chodzi o bark. Normalnie, jak jestem w domu robię 5 x 200m z płetwami, rurką lub wiosełkami; 50m czucia wody, 50m jedną ręką, skupiając się na fazie wkładania ręki do wody,
czuciu chwytu wody, na pociągnięciu, potem 50m drugą ręka, następnie 50m z głową nad wodą.
L.N.: Czy w Paranie można trenować? Opowiedz trochę o rzece – temperaturach, niebezpieczeństwach. Jest czysta?
V.M.: Tak, oczywiście! Zwykle właśnie tam chodzę potrenować, ponieważ mam ją bardzo blisko domu. W Rosario – mieście, w którym trenuję, jest wyznaczony specjalny tor pływacki o długości 450m. Jest też harmonogram treningów rozpisany od 8.00 do 19.00, jest karetka z lekarzem i ratownicy. Istnieje możliwość treningu w innych odcinkach rzeki, ale to nie jest bezpieczne. Lepiej w takich przypadkach mieć kogoś na kajaku lub łodzi ze sobą. Jeśli chodzi o temperatury: zimą najniższa to 14°C, latem temperatura wody zależy od
temperatury powietrza, zwykle woda ma 27°C, ale kilka lat temu miała też 31°C. Zagrożenia: najgorsze jest to, że ludzie pływają na łodziach naprawdę szybko. Rybacy mają też zwyczaj po pracy zostawiać sprzęt na piasku, potłuczone butelki. Jest trochę zwierząt w wodzie, takich jak aligatory, węże, różne gatunki ryb. To bardzo ważne, żeby być ostrożnym podczas treningu – wybrać odpowiednia porę dnia i trzeba znać miejsce, w którym chce się pływać. To smutne, ale woda nie jest zbyt czysta – pływają w niej butelki, worki, jest wiele zanieczyszczeń.
L.N.: Wracając do zwierząt w Paranie: aligatory są agresywne, czy można minąć je w pokoju? My, w Europie myślimy też o piraniach, które są w rzece. Grozi pływakowi ugryzienie?
V.M.: Nie, bardzo rzadko się zdarza, żeby aligator atakował, zwykle się chowają, nie lubią być blisko ludzi. Mamy inny gatunek piranii, myślę, że to ta sama rodzina , ale inny gatunek. Nazywa się palometa i owszem, można być przez nie pokąsanym. Z reguły są to niegroźne ugryzienia palców rąk i stóp.
L.N.: Czy Parana dalej na północ jest jeszcze dziką rzeką? Bez miast i wsi białych ludzi?
V.M.: Nie jestem pewna, ale jest to możliwe. Ma źródła w Brazylii i przepływa przez obszary, gdzie rośnie wielka dżungla, więc myślę, że mogą tam ciągle być dzikie tereny.
L.N.: Możesz trochę opowiedzieć o ściganiu się w maratonach w Paranie? Na jakie zagrożenia musi zwrócić uwagę pływak, jeśli chce wystartować?
V.M.: Dla mnie zawody maratońskie w Paranie są niesamowite. Miałam okazje startować w różnych krajach, ale uczucie, którego doznaję, gdy tutaj startuję jest prawie niemożliwe do wyjaśnienia. Miasto zatrzymuje się z powodu zawodów. Wszyscy kibicują i pozdrawiają nas z brzegu rzeki, czasami płyną łodziami przez całe zawody. To jest szaleństwo, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Istnieją dwa duże zagrożenia podczas wyścigu. Pierwsze to odwodnienie. Jak mówiłam, lato jest ciężkie. W Santa Fe i Entre Rios może być 33 lub 40 stopni w styczniu i lutym, więc o odwodnienie łatwo, jeśli nie masz dobrego planu nawadniania się podczas trasy. Inne zagrożenie nazywamy „Remansos”, co oznacza miejsce w rzece, gdzie spotykają się dwa różne prądy i działają jak małe tornado. Jeśli to kogoś złapie, nie ucieknie już z tego, ciągnie w dół i zwykle ludzie wtedy toną.
L.N.: Płynęłaś najsłynniejszy maraton Hernandarias Parana (89km)?
V.M.: Nie, kiedy chciałam zdobyć kwalifikację, zachorowałam. W następnych latach organizatorzy mieli problemy z FINA, więc nie zorganizowali tego wyścigu.
L.N.: Gdzie możemy znaleźć w Argentynie ciekawe miejsca do pływania i startowania?
V.M.: Jest bardzo wiele możliwości. Parana jest dobrym miejscem, zwykle są tam organizowane przepływy na drugi brzeg lub zawody z prądem. Istnieją małe zawody na jeziorze w Cordobie. Ale jeśli lubisz wodę trochę chłodniejszą są zawody w Bariloche, w jeziorze Nahuel Hapi (czysta woda i niesamowite widoki podczas wyścigu), no i więcej na południu w Viedma, zawody: Patagones-Viedma. Zawody są ciężkie, ale mają wysoki poziom sportowy i organizacyjny. Dwa dni wcześniej są tam też krótsze zawody, na 8 km, które się nazywają „z jasności w jasność”. Doskonałe miejsce do pływania.
L.N.: Jak wygląda kwestia basenów w Twoim kraju? Są łatwo dostępne? Dzieci w szkole uczą się pływać?
V.M: Myślę, że w miastach mamy przynajmniej dwa baseny 25-metrowe, łatwy jest dostęp, ale nie ma tu dużych klubów pływackich, jak w Europie. Zwykle woda ma 30-31°C. W niektórych szkołach i na uniwersytetach są zajęcia z pływania, ale zwykle to nauka, pływanie dla zdrowia, a nie wyczyn.
L.N.: Co robisz w życiu poza pływaniem?
V.M.: Uczę się na uniwersytecie, chcę zostać stomatologiem, niedługo zacznę 3 rok. Spotykam się z przyjaciółmi, spędzam czas z rodziną i moimi psami. Takie normalne życie.
L.N.: Słyszałem, że prowincji Misiones mieszka wielu potomków emigrantów z Polski. Przyjechali 100 lat temu z polskiej Galicji i zajmowali się kiedyś uprawianiem yerba mate. Wiesz coś o tym?
V.M.: Tak, większość przyjechała do Argentyny 100 lat temu, by pracować w rolnictwie, tak jak mój pradziadek. To nie dotyczy tylko Misiones. Jest wiele potomków Polaków w Buenos Aires, Entre Rios, Cordobie i Rosario – mamy tu dwie polskie organizacje.
L.N.: Czy ludzie ciągle piją jeszcze yerba mate?
V.M.: Oczywiście! 99% populacji w Argentynie pije mate. Myślę, że przynajmniej 2 razy dziennie. Ja też nie mogę żyć bez tego, więc zawsze podróżuję z wielkim pudłem mate.
L.N.: Jaka mate jest najlepsza?
V.M.: Nie ma najlepszej, zależy, co lubisz… Są takie, które mają mocniejszy aromat niż inne. Niektóre mają aromat cytrynowy, pomarańczowy, ziołowy. W moim domu używamy Cachamatei Rosamonte. Ale jeśli robimy mate cocido – używamy Taraqui lub Tranquera.
L.N.: Masz tyle czasu, żeby przyjechać do Polski?
V.M.: Tak, odwiedzenie Polski, jest na mojej liście rzeczy, które muszę zrobić, zanim wrócę do Argentyny. Na pewno przyjadę na zawody w Katowicach.
Ogromne dzięki za rozmowę. Gracias!
De nada!

Rozmowę przeprowadził i opracował: Leszek Naziemiec

Dodaj komentarz

Close Menu